Wydarzenia z pod znaku Youngtimer Warsaw znam z soczystych fotografii na które można z łatwością trafić na Instagramie lub Facebooku, jeżeli tylko trafimy do bańki związanej z klasyczną motoryzacją w Polsce. Foty były na tyle atrakcyjne, że przez myśl przechodziło „a może by się tak wybrać kiedyś”. To „może” dystansowało od decyzji na tyle, że minęło sporo edycji wydarzeń autorstwa fundacji Youngtimer Warsaw aż nadarzyła się okazja wybrać się na kawę w większej ekipie.
Zmotywowani (ja i małżonka) zaproszeniem od Sebastiana (@jaguar.xjr) i dobrym towarzystwem stwierdziliśmy, że lepszej okazji nie będzie, aby poznać na czym ten fun polega w stolicy.
Pierwsze co rzuca się w oczy to niski stężenie Fiatów 126p oraz Polonezów. Oczywiście nic nie mam do pojazdów czy ich właścicieli, ale z doświadczenia wiem, że w mniejszych miastach i miejscowościach zloty klasycznych aut składają się głównie z tych dwóch modeli, co w warunkach polskich jest jak najbardziej zrozumiałe. W Warszawie jest ciekawiej, pojawiają się rzadkie egzemplarze aut jak na naszą lokalizację takie jak wielkie krążowniki szos zza oceanu jak i te bardziej egzotyczne wytwory z terenu Azji. Jest na prawdę różnorodnie a tym samym ciekawie.
Druga sprawa to kwestia organizacyjna – brak strzelania z rur wydechowych, testów car audio – czyli motoryzacyjnej chamówy. I to jest bardzo na plus. Spokojnie można pooglądać furki, zrobić zdjęcia, zagadać do właściciela. W przypadku Kawy i samochodów tutaj duży wpływ miała lokalizacja wydarzenia na torze wyścigów konnych w Służewcu, ale jeżeli dobrze się orientuję to na cyklicznych wydarzeniach pod stadionem PGE jest tak samo. To się na prawdę ceni.
Czy się warto pojawić swoich autem? No pewnie, polecam serdecznie. O lepszy klimat w kategorii „imprezy luźne” trudno. Czy się pojawimy ponownie? Z pewnością, choć tym razem mam chęć na edycję pod stadionem.

